piątek, 2 marca 2007

A tak mi się pomyślało

Pamiętacie taki serial coś tam Doogie Howser lekarz medycyny? to był taki film z zamierzchłych czasów o nastoletnim gościu, który został lekarzem gdyż był genialny, ale to nie ważne. Istotne jest to, że każdy odcinek kończył się tak samo - Doogie siadał przy swoim istnie odrzutowym cyferblacie i pisał pamiętnik, a w latach 80 na komputrze pisało się pamiętniki tylko w amerykańskich filmach. Gdzie on go pisał zastanawia mnie do dziś (patrz na obrazek) - ekran zawsze był nieskazitelnie niebieski i w rytm stuknięć genialnych palców nieskazitelnie genialnego dziecka amerykańskiego systemu edukacji, pojawiały się napisy ułożone z nieskazitelnie białej czcionki. W ten oto sposób sprytny Doogie w każdym odcinku, w którym oczywiście jak przyszło na bohatera uczył się życia, zapisywał kilka nieskazitelnie mądrych i pouczających stwierdzeń, ba! złotych sentencji można by rzec. Jestem przekonany, że dałoby się je brać w ciemno i w kalendarzach drukować.
Gdy to oglądałem, a miałem lat może jedenaście, wstyd się przyznać, ale... zawsze chciałem być taki jak Doogie...

tak, zawsze chciałem mieć swój własny komputer.

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

nieskazitelnie niebieski ekran...nieskazitelnie biała czcionka...hmmm czyżby próba doścignięcia "ideału"? ;-)

Anonimowy pisze...

można by to tak nazwać :D ale naprawdę było na odwrót, jak zobaczyłem jak wygląda ten blog, przypomniało mi się o Doogim :D:D chociaż on miał bardziej niebieściejszy ekran i czczionkę bardziej, bo wogóle był bardziej :D

Anonimowy pisze...

jaka próba doścignięcia? :P

Anonimowy pisze...

no już dobrze dobrze nie próba doścignięcia a "prześcignięcie" ;-) pozdrawiam cieplutko:-)))

Anonimowy pisze...

Michał, dobrze, że ja tego nigdy nie oglądalam i teraz nie musze sie wstydzić, ze chcialam być taka jak doogi, bo z tego co o nim piszesz, to na bank bym bardzo chciala:P:P

Anonimowy pisze...

Hi