wtorek, 11 września 2007

O trudnych początkach

Typowo nic się nie dzieje. Zaskakującym jest to jak często mógłbym zaczynać dowoloną wypowiedź od tego stwierdzenia. Sam do końca nie jestem przekonany czy to za sprawą faktycznego stanu rzeczy czy też po prostu rzecz przyzwyczajenia. Przecież równie dobrze mógłbym napisać że dzieje się bardzo wiele. Minęło już dziesięć dni od kąd wróciłem z Irlandii z powrotem w polskie realia, dziś dla odmiany z K. nie wypiłem zwykłej herbaty, lecz taką o smaku mniej herbacianym, że tonę w łódzkim deszczu mógłbym napisać. Mógłbym napisać że tak naprawdę bardzo wiele się dzieje i dobrze to uzasadnić. Sądzę że dałbym radę obronić tak postawioną tezę. Dlaczego więc taki początek? Skąd bierze się to, że muszę zacząć tak zdanie aby się rozpisać, aby w ogóle rozpocząć?

A może wcalę nie muszę.. może dziś zacznę inaczej ... Minęło kolejnych kilka godzin czasu tej naszej już prawie jeszcze nie jesieni.. Dzieje się bardzo dużo! Posplatane kłęby minionych dziwnych dni zostały już dawno porwane przez wschodnie wiatry. Przypomniałem sobie jak to jest jeździć zaparowanym tramwajem w dzień ociekający deszczem po szybach. Gdy jest tak parno i duszno, przypomniałem sobie również takie śmieszne marzenia, małe niedorzeczne niespełnialne marzenia jak to, kiedy zza szyby autobusu patrzę na tonące w szarej mglistej dżdży (bo to moje ulubione słowo jest:) budynki, place, chodniki i te śmieszne zgarbione płaszcze podróżujące przez miasto na skulonych ludziach i tak z całych sił sobie wyobrażam że ten deszcz spłukuje z nich tą szarość i zimno, wszystko nabiera barw, ludzie zarażają innych tęczą, tak samo budynki i chmury nad samochodami.. Z domów i innych kryjówek wychodzą i łapią swoich właścicieli cienie, które są bardzo mądre i w deszcz nie chodzą z nikim po kałużach, wolą zostać w ciepłym kącie i pobujać się w rytm płonącego kominka. Taki deszcz co ożywia nawet nieożywione mi się marzy. I znów... przejechałem przystanek za daleko... drzwi się otwierają, moje myśli wysiadają przede mną i niezauważone przez nikogo znikają w tłumie...

A może by jednak zacząć zupełnie inaczej? subtelny bas wypełnia moje dwie słuchawki. O tej porze muzyka dla mnie istenieje tylko w nich. Volume 3% bo tak właśnie lubię, bo inaczej nie byłoby subtelnie.. a w środku dźwięki saksofonu wymieszane z bitami i elektroniką, jednym słowem Skalpel. Bo to dobry zespół jest. Z resztą niby czemu mam się tłumaczyć? Gdyby nawet zamiast tego, dobiegały moich uszu dźwięki tybetańskiego disko, a podobałoby mi się to, grało by cały czas, z tym że wtedy subtelność basu byłaby raczej abstrakcją:).

Przed sobą mam nową książkę o U2, bardzo ciekawą książkę dodam. Mnóstwo ciekawych rzeczy w niej jest. m.in. można zobaczyć zdjęcie klasowe ze szkoły do której chodzili Bono i Edge, którzy naturalnie również na nim są. Wtedy jeszcze nie było zespołu, wtedy jeszcze nie potrafili grać, jeszcze się nawet nie znali... Edge stojący w śmiesznym garniturze napewno nie spodziewał się, że zostanie jednym z bardziej znanych gitarzystów świata, że wypracuje swój niepowtarzalny styl, że jego muzyka będzie sprawiać że jedyne czego chcesz to patrzeć w niebo. Nie domyśla się, że w wieku czterdziestu lat wypadną mu wszystkie włosy z jego bujnej czupryny i od tej pory będzie chodził w czapce nawet latem. Bono siedzący na dole ze skrzyżowanymi nogami nie wie o tym że za kilkanaście lat będą go słuchać miliony ludzi na całym świecie, że setki tysięcy biletów na jego koncert mimo wysokiej ceny będą znikać w dwa dni, nie spodziewa się 150 milionów dolarów które będzie miał na koncie, nie spodziewa się że niepozorna nieznajoma dziewczyna która siedzi również ze skryżowanymi nogami obok niego po prawej stronie, nazwie ich czwarte dziecko John Abraham. Tak samo Neil McCormick stojący w drugim rzędzie po prawej stronie nie spodziewa się, że za 30 lat napisze tą książkę i sprawi że ja teraz piszę to... Mnogość przypadków i małych zdarzeń która do tego wszystkiego doprowadziła mnie przeraża. Świat tak przesycony przypadkiem jest zupełnie nieprzewidywalny... Wyjmuję swoje zdjęcie szkolne i tak sobie myślę.. czego ja się nie spodziewam....?

A może jutro zacząć jeszcze inaczej...?